Portale internetowe Polskich Wydawnictw Specjalistycznych ProMedia sp. z o.o. korzystają z ciasteczek COOKIES, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika. Jeśli nie zgadzają się Państwo na zostawianie ciasteczek prosimy o wyłączenie obsługi ciasteczek w konfiguracji Państwa przeglądarki stron internetowych i dalszą wizytę na stronie.
Przeczytaj całość , Zamknij to okno informacyjne.
 




Gdzie Saloniki, gdzie Halkidiki…

2012-06-12

Teo Vafidis.
Nieoficjalny ambasador Kultury i kuchni greckiej w Polsce,
ekspert i doradca kulinarny, przedsiębiorca i od niedawna – touroperator.

 

– To ile lat jest już Pan polskim Grekiem?

– Po raz pierwszy przyjechałem do Polski w 1986 roku.

 



 

– Kiepsko się wtedy prezentowaliśmy.

– Polska od tamtego czasu dokonała kolosalnego postępu. Wy może tego nie widzicie, ale różnica między 1986 rokiem a 2012 jest ogromna. W dodatku Polska sama stanęła na nogi. Bez gigantycznej pomocy, jaką otrzymali choćby Niemcy z NRD.

 

– Przywędrował Pan do nas właśnie stamtąd, z Niemiec.

– Do Polski przyjechałem za namową żony Małgosi, która jest Polką. Wspólnie podjęliśmy decyzję o przeniesieniu domu i rodziny. Oprócz powodów sentymentalnych były też inne – ekonomiczne. Sprzedałem swoje restauracje w Grecji i założyłem nowe w Niemczech. Jedna marka kosztowała wtedy 80 drachm. Przebicie było olbrzymie.

 

– Jak Panu szedł biznes u naszych sąsiadów?

– Dobrze. Lokale przynosiły mi zyski, miałem kłopot tylko z jedną restauracją. Dokładałem do niej z dwóch innych przez 8 lat – chciałem ją mieć ze względów prestiżowych, ale w pewnym momencie trzeba było to przerwać. W końcu to biznes – musi przynosić zyski.

 



 

– Co poszło nie tak?

– W tym miejscu działało wcześniej kilka innych lokali, które jakoś niespecjalnie podobały się gościom. Mieli o tym miejscu niedobrą opinię. Płaciłem za niezbyt przychylną atmosferę dla tego miejsca. Czasami tak bywa.

 

– Był pan szefem kuchni do wynajęcia?

– Nie, zawsze byłem szefem i właścicielem. Taki jest mój styl. To trudne, ale zawsze łączyłem te dwie role. Lubię się angażować i lubię, kiedy moi goście to widzą.

 

– Dlaczego to takie trudne?

– Trzeba wtedy wszystkiego pilnować w pojedynkę. Jak jesteś człowiekiem na etacie, to wracasz do domu po pracy i niczym się nie martwisz. Nie musisz się przejmować, że miałeś dzisiaj 200, 300 czy 400 osób. Albo że nie wyrobiłeś planu finansowego.

 

– To dlatego nie prowadzi Pan teraz własnej restauracji?

– Mam kilka różnych biznesów – prowadzę firmę The Greek Gourmet, sprowadzającą oryginalne...

Aktualności
W najnowszym wydaniu
 




Strefa prenumeratora
ARCHIWUM ONLINE RESTAURACJI:
Login:
Hasło:
Zapomniałem hasło

E-tygodnik
Bądź na bieżąco
Jeżeli chcesz otrzymywać w każdy poniedziałek przegląd najważniejszych informacji branżowych, zapisz się do listy subskrybentów.



Jeżeli chcesz wypisać się z listy odbiorców newslettera, wpisz adres e-mailowy i kliknij "rezygnuję".
Twój e-mail